Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Skrawki

Layout: Silva
Ilustracja: Camille Kuo


21.06.2015

Lovro

W przepełnionej ciemnością krypcie unosił się zapach świeżo poruszonej ziemi. Wrota do głównej komory uchyliły się ze zgrzytem, zakłócając panujący wewnątrz spokój. Do środka wślizgnęły się dwie zakryte mrokiem sylwetki; nie niosły ze sobą żadnego źródła światła, nie zapaliły też lamp na wysokich statywach, które ustawiono wokół wykutego w posadzce otworu. Podeszły do jego krawędzi, by zajrzeć w dół. W ziemistej dziurze, jakieś pół metra pod poziomem podłogi, leżała trumna. Nie byłby to dziwny widok przy sarkofagach zapełniających nisze w ścianach, ale była w całości wykonana z metalu.
- Naprawdę tu jest – mruknął jeden z nieproszonych gości. – I myślisz, że w środku jest...? – Znacząco zawiesił głos.
- Mamy szczęście, że ci głupi ludzie jeszcze jej nie wynieśli. – Druga z postaci zeskoczyła w dół, koło trumny. – Wygląda na to, że nawet jej nie tknęli... – Rozległ się metaliczny grzechot. – Cholera, jest kłódka. Trzeba będzie czymś rozwalić ten zamek... Znajdź coś!
Pierwszy z rozmówców krążył przez chwilę po krypcie, od czasu do czasu robiąc hałas, kiedy przesuwał jakieś graty. W końcu znalazł kawałek rury. Zazgrzytała po kamiennej posadzce, jak ją podnosił.
- Łap!
Ten drugi złapał prowizoryczne narzędzie, po czym zaczął miarowo tłuc w metalową kłódkę. Głośne brzęki rozchodziły się słabym echem, powtarzały w równych odstępach czasu, dudniły w ciasnej przestrzeni komnaty. Mogłoby się wydawać, że są w stanie zbudzić umarłego, ale włamywacze wcale się nimi nie przejmowali.
- Kto w niej jest? – ponownie padło ciekawskie pytanie pierwszego.
- Jakiś ze Starszych. – Drugi nie przerywał mozolnej pracy, a odzywał się w przerwach pomiędzy kolejnymi uderzeniami. – Już od długiego czasu... – rura huknęła o kłódkę – krążyła historia o tym, jak ludzie – głośny brzdęk – przyskrzynili Starszego, ale nikt nie wiedział, gdzie go schowali. – Kolejne uderzenie. – Jakby teraz nie zachciało im się rozgrzebywać tych ruin – walnął w zamek z całych sił, aż powietrze zadrżało od echa – to kto wie, ile jeszcze by tak przeleżał.
- Ty, to bezpieczne? Przecież jak się obudzi, na pewno będzie głodny...
Ten w dole zaprzestał na chwilę wysiłków, by spojrzeć w górę, na kucającego na krawędzi podłogi towarzysza.
- Wyluzuj. W końcu żeby zapakować takiego do trumny, musieli go najpierw unieruchomić, nie? Póki ma kołek w sercu, nawet nie drgnie, choćby miał oszaleć z głodu.
- No, tak.
- Zresztą i tak zaraz zdechnie na dobre, jak wypijemy jego krew. Mamy farta, że nikt nas nie wyprzedził... wyobraź sobie, krew Starszego!... Wypijesz wszystko, co zostało w tym wysuszonym truchle, i staniesz się równie potężny jak on!
- No tak – powtórzył pierwszy niepewnie. – Ale... no bo wiesz... zamierzasz sam...
Przerwał mu głośny huk, gdy zamek wreszcie ustąpił pod naporem rury. Nachylił się nad krawędzią wyciągając głowę, by lepiej widzieć.
- I co? I co? Jest tam?
- Czekaj no, jeszcze gwoździe. Dobrze zadbali o to, by nie wylazł.
Kolejne parę minut dłużyło się, podczas gdy ten drugi zajmował się gwoździami. Na tę ewentualność był przygotowany, bo miał ze sobą ostrze o szerokim i ściętym czubku, które wbijał w szczelinę wieka trumny. Nie brakowało mu siły – gwoździe łamały się pod naporem klingi. Zgrzyt za zgrzytem, gwóźdź za gwoździem, był coraz bliżej celu.
- No... jeszcze tylko trochę... już się nie mogę doczekać, by go spróbować!
Wampir na górze zachichotał.
- Ale podzielisz się, co? Słyszałem, że nawet kapka krwi Starszego sprawi, że poczujesz się młodszy o całe dziesięciolecia.
- No pewnie. Zaraz się przekonasz, że to nie bajki. O, już!...
Ten na dole wyrzucił ostrze za siebie, niecierpliwie chwytając za brzeg wieka, by je odsunąć. Metal zazgrzytał przeciągle. Wampir zdążył jeszcze pomyśleć chciwie o mocy, jaka miała stać się jego udziałem, kiedy w jego klatkę piersiową, dokładnie w serce został wbity solidny, osinowy kołek.
Jego towarzysz na górze zorientował się, że coś jest nie tak. Wieko trumny z brzękiem opadło na bok, a nim odsunął się od krawędzi, z dołu wyskoczył cień, wyciągając ku niemu długie łapska. Zimne palce zacisnęły się na jego ramionach, długie paznokcie wbiły w skórę, a w szyję wpiły się kły. Próbował się szamotać, ale siły opuszczały go dramatycznie szybko, wraz z wysysaną krwią. Już po paru chwilach znieruchomiał.
Starszy wypił całą krew wampira, a ciało, skurczone jak owoc wystawiony na słońce, odrzucił na podłogę. Rozejrzał się po krypcie, ale poza nim i pechowcem na dole nie było nikogo więcej. Przebity kołkiem wampir leżał sztywno koło trumny w nienaturalnej pozycji.
- Więc jestem wolny... och, ciekawe, ile czasu minęło?...
Szybko stracił zainteresowanie otoczeniem, bo intensywny głód nie dawał o sobie zapomnieć. Zeskoczył z powrotem na dół.
- Ach, mieliście pecha, młodzieńcy. Ale jesteście całkiem smaczni. – Uniósł unieruchomionego wampira, by wgryźć się w jego kark. W przeciągu paru chwil i on wyglądał jak sflaczały, skórzany worek.
Starszy wyciągnął kołek z rozpadających się w proch resztek. Dobrze pamiętał ostatnie obrazy, zanim zamknięto nad nim wieko i zabito trumnę gwoździami, pamiętał lepiej, niż okres wegetacji w mrocznym, ciasnym wnętrzu. Leżał wtedy ze skrzyżowanymi na piersi rękami, a do rąk włożono mu drewniany kołek. Ostatni widok na twarz przyjaciela – i pokrywa się zasunęła.
- Pewnie już nie żyjesz – mruknął z sentymentem. – Wielka szkoda... ale może to i lepiej.
Przez chwilę obracał kołek w palcach, muskając drewno paznokciami niemal pieszczotliwie. Miał wielką ochotę wziąć go na pamiątkę, ale ostatecznie był to tylko przedmiot, nawet jeśli wręczony przez przyjaciela. A nie potrzebował przedmiotów, by pamiętać.
Odłożył kołek do trumny. Dwa wampiry to było za mało, by zaspokoić jego zaostrzony długim uwięzieniem głód, więc tym musiał zająć się w pierwszej kolejności. Potem przyjdzie pora na odkrywanie nowego świata.
Skierował się ku wyjściu z krypty. Na zewnątrz panowała noc, na czystym niebie błyszczał niemal pełny księżyc, a daleko przed sobą widział złote światła miasta.
Lovro uśmiechnął się do siebie. Nowe życie właśnie się zaczynało.